Podczas swej siedmioletniej przygody z The Bhoys osiągnął niesłychanie wiele. Zapisał się w annały naszego klubu nie tylko jako kapitan, ale przede wszystkim jako człowiek niepowtarzalny, posiadający ogromną charyzmę, wolę walki i szacunek, jakim darzyli go zarówno piłkarze jak i kibice.

Już jako junior opuścił rodzimą Irlandię Północną, podpisując kontrakt z Manchesterem City. Przygoda z "Citizens" nie trwała jednak zbyt długo. Już po roku bezowocnego przebywania w Manchesterze (tylko raz pojawił się na boisku) usługami 19-letniego Lennona zainteresowało się Crewe Alexandra. W barwach "The Railwaymen" występował przez blisko sześć sezonów i w przeciwieństwie do swojego poprzedniego klubu, był pierwszoplanową postacią. Otrzymującego niezłe recenzje Lennona skusiła jednak oferta silniejszego i bardziej renomowanego Leicester City, z którym podpisał kontrakt latem 1996 roku. Transfer do klubu występującego w Premiership był strzałem w dziesiątkę. Znakomite występy Irlandczyka wzbudziły zainteresowanie Celticu, z którym w 2000 roku podpisał kilkuletni kontrakt. Nikt nie przypuszczał jednak, że rudowłosy zawodnik przeżyje na Parkhead blisko siedem lat, stając sie przy tym żywą legendą wszystkich kibiców naszego klubu.

Dość szybko można było zauważyć, że Celtic Park jest dla niego miejscem idealnym, które, pomimo pochodzenia z wrogiej Irlandii Północnej, na zawsze pozostało w jego sercu. Swoją głęboką więź z Celtikiem udowadniał podczas każdego meczu walcząc do utraty tchu. Nie ulega wątpliwości, że Neil Lennon, to (pozwolę sobie na takie stwierdzenie) "mityczny Celt" - materiał doskonały na bohatera i idola każdego z nas. Jego zżycie z klubem szczególnie dawało się we znaki podczas "Old Firm Derby", będącymi dla niego szczególnymi starciami - czyż nie podobnie jak dla nas? - podczas których nieraz zapominał o zdrowym rozsądku, używając łokci i słów, za które niejednokrotnie otrzymywał kartki. Innymi słowy - był prawdziwym kibicem uczestniczącym w grze, naszym przedstawicielem na boisku.

Jeśli w dzisiejszych czasach przez siedem lat występujesz w jednym klubie, to albo jesteś na tyle słaby, że nikt inny cię nie chce, albo też czujesz się w nim tak dobrze, iż nie potrzebujesz nowych wyznań, zmian czy też doświadczeń. Tak właśnie było z "Lennym", który pomimo wielu okazji do opuszczenia Glasgow, postanowił pozostać, spędzając w nim najlepsze lata swej piłkarskiej kariery. Pozostał i grał, podczas gdy wokół niego jedni odchodzili, a drudzy przychodzili. Grał u boku takich piłkarzy jak Henrik Larsson, Stilian Petrov czy Lubo Moravcik, z którymi tworzył mocny i zgrany kolektyw. Wszyscy jednak odeszli, a Irlandczyk, mimo kolejnych lat na karku, w dalszym ciągu pozostał pierwszoplanową postacią zespołu. Sezony mijały, a Lennon wciąż nie otrzymał zaszczytu, na który w pełni zasługiwał. Mowa oczywiście o roli kapitana, którą dostał stosunkowo późno, w 2005 roku, gdy na stanowisku trenera pojawił się Gordon Strachan. Jednak jeżeli ktoś myśli, że dostał ją tylko i wyłącznie za oddanie i miłość do klubu, jest w wielkim błędzie. Lennon był zawsze prawdziwym mózgiem drużyny, jak i również piłkarzem od "brudnej roboty". Przez 90. minut każdego spotkania odpowiadał za cały zespół, pomagając zarówno w defensywie jak i w ataku. To on wprowadzał spokój w poczynaniach zespołu, on podrywał swych partnerów do lepszej gry, wiedział też kiedy ich zganić, a kiedy pochwalić. W dodatku z wypowiedzi piłkarzy możemy się dowiedzieć, ze był prawdziwym wodzem nie tylko na boisku, ale i w szatni. Nie może zatem dziwić, że cieszył się ogromnym szacunkiem u każdego z kolegów.

Pomimo tych wszystkich superlatyw, "Lenny’ego" nie omijała krytyka, która nasiliła się w poprzednim sezonie. Uważano, że jest już za stary, że najwyższy czas ustąpić miejsca młodszym. Wypowiadający te słowa nie uwzględnili jednak, że każdy zespół potrzebuje osoby z charyzmą i doświadczeniem, jakim zawsze imponował kapitan Celticu. Oczywiście, z racji tego, iż wiek robi swoje, Neil miewał także i gorsze występy, sporadycznie zdarzały mu się błędy, jak samobójcza bramka z blisko połowy boiska przeciwko Hearts. Sceptycy Lennona zacierali ręce minionego lata, gdy na Parkhead z Realu Madryt przybył Thomas Gravesen, nowy konkurent wiekowego Irlandczyka. "Lenny" jednak tanio skóry nie sprzedał, pomimo że wielu dziennikarzy widziało go już wśród rezerwowych. Mijały miesiące, a pozycja Neila wcale nie słabła. Gravesen, który początkowo grywał u jego boku, swym niewielkim zaangażowaniem stracił wiele w oczach Strachana, przez co częściej oglądano go na trybunach, a niżeli na boisku.

Lennon wytrwał już wiele, i nie straszni byli mu nawet gwiazdorzy z Madrytu (Gravesen właśnie) oraz Manchesteru (Roy Keane). Prawdopodobnie, zakładając nawet kolejne głośne transfery, gdyby pozostał na przyszły sezon, znów odgrywałby pierwszoplanową rolę. Możemy nawet dywagować, czy większym wzmocnieniem jest sprowadzenie kilku nowych nazwisk, czy też pozostanie Lennona. Niestety, wyboru nie mamy. Irlandczyk podjął decyzję, opuszcza Celtic Park. Czy postępuje słusznie? Widać w jego poczynaniach dojrzałość i klasę - chce odejść, kiedy jest na szczycie, gdy zdobywa koleje trofeum, wówczas, kiedy decyduje o sile drużyny. Kto wie, co by było za rok, może dwa. "Czar" 37-letniego Lennona mógłby przygasnąć, a on nie chce stać się niepotrzebnym, nie chce doczekać dnia, kiedy krytyka pod jego adresem stanie się jak najbardziej uzasadniona i zmuszająca do przyjęcia jej z pokorą. On nie da nikomu takiej okazji, pożegnał się z Celtic Park.

Pożegnał się, ale czy oby na zawsze? Być może kiedyś powróci, może nawet szybciej niż nam się zdaje, lecz tym razem nie w roli piłkarza. Lennon już jako zawodnik wykazywał swoje zdolności przywódcze, potrafił dotrzeć do kolegów z drużyny i do tego znakomicie czytał grę. Czyż nie jest to znakomity materiał na trenera Celticu? Pożyjemy, zobaczymy...
PARTNERZY